Dawna szkoła i współczesna oświata w świetle życia Marty Wieckiej

DAWNA POLSKA SZKOŁA I WSPÓŁCZESNA OŚWIATA W ŚWIETLE ŻYCIA KOCIEWSKIEJ I POMORSKIEJ BŁOGOSŁAWIONEJ – MARTY WIECKIEJ

Do dziedzictwa kulturowego, historycznego, religijnego i duchowego ziemi pomorskiej i kociewskiej – należą niewątpliwie i godne są zauważenia – święte życie oraz przykładna śmierć błogosławionej Marty Wieckiej, szarytki beatyfikowanej 24 maja 2008 roku. W tej publikacji chcemy przyjrzeć się tej postaci i jej rodzinie – aby odkryć ich spuściznę duchową oraz moralną, która może okazać się wartościowa dla życia szkoły i oświaty na Pomorzu i w całej w Polsce. Nasze rozważania obejmą nie tylko samą postać polskiej szarytki pochodzącej z Kociewia, ale również kontekst historyczny owych czasów, nieodzowny do właściwego zrozumienia uwarunkowań osobistych i rodzinnych błogosławionej Marty.

Walkę z Kościołem katolickim w epoce kulturkampfu sprowokowano dla konsolidacji i utrzymania władzy. Zwalczano również polską mniejszość narodową. Polityka germanizacyjna wielokrotnie sięgała po represyjne, a nawet karne, środki i sposoby zastraszania Polaków i tłumienia wszelkich wystąpień niepodległościowych niewygodnych dla państwa niemieckiego. Chociaż ścisły Kulturkampf datowany jest na lata 1871-1878, to jako przykład takich wystąpień na polu oświaty oraz represji jakie nastąpiły, możemy podać m.in. proces filomatów w Toruniu (1901 r.) oraz wydarzenia strajku szkolnego dzieci polskich z lat 1906-1907. [1]

Program Bismarcka obejmował zamiar zniszczenia partii katolickiej, rozdział Kościoła i państwa oraz szczególnie odłączenie Kościoła od szkoły. W nauczanie Kościoła ingerował też „paragraf o kazalnicy” z grudnia 1871 – który nakładał karę 2 lat pozbawienia wolności za głoszenie w przestrzeni kościelnej poglądów zagrażających porządkowi publicznemu czy tzw. „ustawy majowe” z 1873 roku, których celem było podporządkowanie duchowieństwa organom świeckim. W 1872 roku przyjęto ustawę o szkolnictwie, która dawała władzy państwowej pełną kontrolę nad szkołami publicznymi i prywatnymi. Uderzono w ten sposób zarówno w szkolnictwo katolickie prowadzone przez Kościół jak i w samych Polaków, współtworzących katolickie gimnazja. Nawet protestanci widzieli w tej ustawie atak na swoją wspólnotę kościelną, co doprowadziło do osłabienia ich dotychczasowej więzi z państwem. Usunięto z kraju różne zakony, ich klasztory skasowano. Gdy katolicy podejmowali próby obrony przed krzywdzącymi przepisami, władze zaostrzały tylko swoje podejście i decyzje polityczne. Autonomię Kościoła poddano prawom i nadzorowi państwa. [2]

Pierwsze lata życia przyszłej błogosławionej naznaczone były ciepłem rodzinnego domu, mimo, że owe czasy nie należały do przyjaznych dla narodu polskiego. Dla rodziny Wieckich charakterystyczna była wzajemna miłość i pobożność. Dla Marty Wieckiej rozpoczęcie nauki w Szkole Ludowej w Nowym Wiecu w siódmym roku życia, nastąpiło nieco później niż nakazywał obowiązek szkolny wprowadzony przez zaborcę. To roczne opóźnienie mogło wynikać ze słabego zdrowia Marty. Nauka w szkole odbywała się tylko po niemiecku. Dla Marty mogło to powodować wiele trudności, ze względu na charakter jej domu rodzinnego – był to patriotyczny dom w którym posługiwano się tylko językiem polskim. Podobnie ostoją polskości był również Kościół katolicki, gdzie także dominował język ojczysty. Władze pruskie oczekiwały od grona pedagogicznego przyspieszonego wdrażania procesów germanizacyjnych wśród polskich dzieci. Równolegle do procesu zniemczenia szło nakłanianie do protestantyzmu, gdyż katolicyzm wydawał się zagrożeniem dla owych działań.[3]

W tym miejscu warto sobie uświadomić, że właśnie te okoliczności funkcjonowania ówczesnych szkół, mogły stanowić dla młodzieży tamtych czasów, mocną próbę charakterów i siły wiary. Prześledzenie literatury historycznej dotyczącej Kulturkampfu pozwala zauważyć, że młodzież tamtej epoki stawała niejednokrotnie przed trudnymi wyborami i decyzjami. One stawiały ich przed pytaniem o jakość, siłę i heroiczność wiary. Wiara przeciętna nie przetrwa. Człowiek o słabym charakterze, da się złamać, gdy zostanie postawiony przed fundamentalnym wyborem, często przy zastosowaniu zastraszania lub szantażu. Kulturkampf był czasem bezwzględnej walki państwa z Kościołem katolickim. Posługiwano się m.in regulacjami prawnymi, które miały ograniczyć wpływ Kościoła na rzesze wiernych, jak również na życie społeczne, gospodarcze, kulturalne i polityczne. Jedną z zasadniczych kwestii na Pomorzu była sprawa katechizacji dzieci. W owych czasach Polacy katolicy nie mogli liczyć na swobodną naukę religii w języku ojczystym w szkole. Na różne sposoby ograniczano używanie języka polskiego w przestrzeni publicznej oraz utrudniano posługiwanie się polskojęzycznymi podręcznikami. [4]

Germanizacja na Pomorzu miała pewien istotny skutek w sferze mentalnej mieszkańców tych ziem, widoczny także częściowo w świadectwach i wspomnieniach o błogosławionej Marcie Wieckiej. Otóż ta polityka przyczyniała się do występowania wśród Pomorzan takich cech jak zaściankowość i nieufność. Dotyczyło to m.in. inteligencji i ziemiaństwa – te warstwy społeczne kształtowały bowiem postawy polskiej ludności wobec zaborcy. [5]

W następstwie kulturkampfu nastąpiła polaryzacja i pewnego rodzaju konflikt polskiego katolicyzmu z Niemcami, w których faworyzowano protestantyzm. W owym czasie rozwijało się przeciwstawienie: “swój” czyli Polak i katolik oraz “obcy” czyli potencjalnie groźny Niemiec. [6] Niewątpliwie te napięcia i rozgraniczenia w życiu społecznym mogły dotykać także mieszkańców Kociewia z okolicami Skarszew i Nowego Wieca, gdzie swoje dzieciństwo spędzała nasza błogosławiona. Mogła więc być świadkiem sytuacji gdzie owe podziały społeczne się uwypuklały i uzewnętrzniały w codziennej koegzystencji mieszkańców tych ziemi. Zapewne wpływało to różnorodnie także na relacje dzieci i młodzieży, na co dzień spotykających się ze swoimi rówieśnikami w szkołach i na zajęciach edukacyjnych. Równocześnie z ustawami Kulturkampfu pojawiały się rozporządzenia lokalnych władz w poszczególnych prowincjach, zwalczające w szkołach elementarnych język polski. Wyjątek uczyniono tylko dla lekcji religii i śpiewu kościelnego. Księża katechizujący mieli być lojalni wobec państwa. Ograniczono też dotacje dla katolickich szkół czy uczelni. [7]

Można pokusić się o stwierdzenie, że współczesna sytuacja Kościoła i oświaty katolickiej oraz obecne zmiany prawne w dziedzinie katechizacji szkolnej (zwłaszcza od jesieni 2023 roku) wykazują coraz więcej podobieństw i analogii (chociaż w odmiennych okolicznościach) z opisanym powyżej okresem Kulturkampfu. Warto więc w takim ujęciu zastanowić się, czy w przykładzie życia i świętości błogosławionej Marty Wieckiej, która swoje dzieciństwo i młodość przeżywała w tej epoce, można odnaleźć wskazówki i nadzieje dla rodzin katolickich współcześnie usiłujących zadbać o stabilne wychowanie swych dzieci i nastolatków w wartościach i tradycjach katolickich oraz patriotycznych. Myślę, że warto przyjrzeć się przekazom historycznym na temat postaw uczniów w czasach germanizacji i kulturkampfu. Poznanie kontekstu historycznego, może nam przybliżyć prawdopodobny obraz sytuacji szkolnej jakiej doświadczała bohaterka tej publikacji, żyjąca w tamtych czasach, Marta Wiecka.

Dzieciom pod sankcją okrutnych kar zabraniano na terenie szkoły rozmawiać po polsku. Zwalczano w nich polską tożsamość, a próbowano kształtować postawy pruskiego patriotyzmu i szacunku do państwa zaborcy. Wychowanie w germanizujących szkołach było oparte na charakterystycznej pruskiej dyscyplinie i metodach represyjnych. Stosowano przemoc psychiczną, słowną i fizyczną. Chciano dzieci zastraszyć i skłonić do uległości. Pomijano lub fałszowano ważne wydarzenia z historii Polski. Nawet dzieci z młodszych klas – tym bardziej więc starsi – wykazywali się postawą buntu i sprzeciwu wobec germanizacji i narzucania obcego języka. Młodzież na różne sposoby wyrażała swoją dezaprobatę dla narzuconych przez zaborcę przepisów i nakazów w szkolnictwie. Gdy pojawiła się możliwość nauki języka polskiego, sprytne dzieci potrafiły nawet podrobić podpisy swych rodziców, aby móc uczyć się mowy ojczystej. Paradoksalnie prześladowanie dzieci wywoływało u nich opór i nienawiść do pruskich władz i zarządców oświaty. Młodzież stosowała przeróżne, czasem niezwykle pomysłowe i zabawne, formy sprzeciwu wobec germanizacji. Robiono okładki do podręczników z polskich gazet, chociaż zalecany był do tego czysty papier, wkładano polskie gazety do kieszeni nauczycielom pochodzenia niemieckiego. Uczniowie czasem protestowali podczas lekcji, gdy nauczyciel fałszował polską historię, na wycieczkach śpiewali polskie pieśni wbrew zakazom, bojkotowali niemiecką kulturę, na pytanie jakiego są wyznania religijnego odpowiadali czasem, że “polonisch”. Podczas nabożeństw, gdy kazano im wykonywać niemieckie pieśni, uczniowie bojkotowali to, odmawiając śpiewania owych tekstów. Nie chcieli deklamować obcojęzycznych wierszy na akademiach szkolnych. Co ciekawe np. w Poznaniu uczniowie różnych gimnazjów nawiązywali między sobą kontakty, wymieniając książki i przemyślenia. Uczyli się też prawdziwej historii i organizowali uroczystości patriotyczne. Sprzeciw młodzieży był decyzją bardzo odważną, gdyż karą za brak pokory w szkole mogło być usunięcie ze szkoły z “wilczym biletem” do innych placówek oświatowych czy też bolesne kary cielesne. Odpowiedzią dzieci na germanizację szkolnictwa były też strajki (np. we Wrześni)[8]

Ciekawie pisze siostra Małgorzata Borkowska OSB, dokonując wstępnej charakterystyki egzystencji rodziny Wieckich, w kontekście czasów w których przyszło im żyć na małej kociewskiej wsi. “Ta walka w życiu codziennym na wsi polegała na upartym trzymaniu się języka polskiego w domu i w modlitwie i na tysięcznych drobnych zabiegach, by z jednej strony nie narazić się aż tak, żeby za karę odebrano ziemię i przysłano na to miejsce niemieckiego kolonistę – z drugiej zaś nie ustąpić w niczym, małym czy wielkim, w czym tylko po cichu można by robić swoje. Bardzo swoistą mentalność rodzą takie czasy: ludzi upartych i skrytych, energicznych ale ostrożnych, a przede wszystkim nieufnych. W ostateczności zaś – gotowych na wszystko.” [9]

Marta Wiecka spędziła w szkole 7 lat (1881-1888). W zaborze pruskim funkcja germanizacyjna szkoły była ważniejsza od edukacyjnej. Zakaz używania polskiej mowy władze traktowały bardzo poważnie. Dlatego, dopóki dzieci nie osiągnęły wystarczającej znajomości języka niemieckiego, zakres podawanych na lekcjach wiadomości i wiedzy, był bardzo uszczuplony. Przyszła błogosławiona w szkole nauczyła się głównie czytać, pisać i liczyć po niemiecku. W domu rodzinnym zaś poznawała mowę i pisownię polską. Co ciekawe, główną lekturą do nauki języka polskiego były książki do nabożeństwa oraz Pismo Święte. Chociaż Marta osobiście była bystrą i inteligentną dziewczyną, ale wobec takiej presji na naukę języka zaborcy, nie zawsze temu zadaniu potrafiła w pełni podołać. Odznaczała się zdolnościami raczej praktycznymi niż intelektualnymi. Jak się potem okazało, do końca życia będzie pisać po polsku z błędami ortograficznymi, po niemiecku trochę lepiej. Jej koleżanki wspominały Martę jako wzorowo posłuszną nauczycielom, ale zapewne nauka języka okupanta nie sprawiała jej radości i mogła budzić wewnętrzny sprzeciw i różnorakie trudności. W okresie na jaki przypadało dzieciństwo Marty, udało się już odzyskać jedną ze swobód kościelnych – była już możliwa nauka religii w języku polskim, ale nie w szkole lecz przy kościele parafialnym. Dziewczyna gorliwie uczęszczała dwa razy w tygodniu na katechezę do Skarszew, odległych od Nowego Wieca 11 km. Jako pilna uczennica pamięciowo opanowała katechizm i wobec swoich rówieśniczek świeciła przykładem pracowitości.[10].

W jej rodzinie na co dzień pielęgnowano naukę i kulturę języka ojczystego, tradycje i obyczaje polskie, praktykowano życie zgodne z zasadami katolickimi. Matka Paulina uczyła swe dzieci języka polskiego i przekazywała im tradycje i dziedzictwo duchowe narodu polskiego. W szkole Marta uchodziła za uczennicę uważną, pilną i grzeczną. Dla koleżanek była zawsze życzliwa, uprzejma, usłużna. Wpływała dodatnio na swoje koleżanki przede wszystkim dobrym przykładem. Już w tym wieku w miarę możliwości służyła potrzebującym. Uważała nawet, że tak rodzicom jak i nauczycielom w szkole należy się respekt, szacunek i posłuch, gdyż w imieniu Boga sprawują oni władzę wychowawczą. W domu sumiennie odrabiała prace domowe, chciała by rodzice i nauczyciele byli z niej zadowoleni. Odznaczała się nieprzeciętną pobożnością, prawym charakterem i dobrocią serca, pociągała wszystkich swoim wesołym usposobieniem oraz pogodą ducha. Potrafiła rozweselić swoje koleżanki gdy była taka potrzeba, każdej też chętnie chciała pomóc lub usłużyć. W chwilach wolnych od nauki starała się pomagać matce w zajęciach domowych, zwłaszcza troszcząc się o młodsze rodzeństwo.[11]

Jak widać w okresie nauki szkolnej błogosławionej Marty, niełatwo było trwać w wierności ojczyźnie i Kościołowi. Nie brakowało niebezpieczeństw, szykan i złośliwych zarządzeń władz państwowych. Zaborca głęboko ingerował w proces i treści przekazywane w szkolnictwie, tak aby zgadzały się one z jedyną słuszną linią państwową. Ze źródeł historycznych dotyczących życia rodziny Wieckich wyłania się obraz rodziców Marty jako ludzi żywej wiary i głębokiego patriotyzmu. Siostra Anna Brzęk pisze o ojcu Marty – Marcelim – jako o zarządcy swojego majątku, który jednocześnie był przewodniczącym szlacheckiej gminy w Nowym Wiecu i znanym działaczem społecznym. Autorka opisuje także matkę naszej błogosławionej: “Prawdziwą troską i to o wiele poważniejszą niż zarząd majątkiem, jest staranie o dobre wychowanie dzieci. Jako niezwykle pobożna katoliczka a zarazem Polka z serca i z ducha, napotyka w tym względzie na liczne trudności. Nie są to bowiem łatwe czasy.” [12]

Sytuacja, którą mogliśmy zaobserwować w życiu naszej kociewskiej błogosławionej, jakby powtarza się, choć w zmienionych okolicznościach, także współcześnie. Możemy więc spoglądać na Martę Wiecką jako szczególnie aktualny znak dany przez Boga nam na obecne czasy. Zwróćmy uwagę na pewne analogie. Matka Paulina troszczyła się o to, by jej dzieci były wychowane w duchu wiary i patriotyzmu. Musiała mądrze przeciwstawić się lub zapobiegać przeróżnym staraniom zaborcy, zmierzającym do tego, aby germanizować polskie dzieci. To była ważna rola matki i ojca, aby uchronić swoje dzieci przed utratą polskości, przed pójściem na łatwy kompromis z narzucającym się złem, czy też przed zastraszaniem ich przez działania wrogiego państwa zarówno na polu oświaty, jak też wiary katolickiej. Zobaczmy, że zaborca usiłował w różnoraki sposób, agresywnie i bezwzględnie ingerować w funkcjonowanie polskich szkół, tak aby osłabić ducha polskości i wiary dzieci oraz młodzieży. Zauważmy, że współcześnie ta sytuacja się powtarza. Spójrzmy, ile obecnie jest zagrożeń w polskiej szkole, ile ataków na kształcenie młodych ludzi – aby odciągnąć ich od tradycyjnych wartości katolickich i ogólnoludzkich. Uderza się w młodzież by zniechęcić ich do wiary i Kościoła. Eksperymentuje się w kształceniu młodzieży, propagując postawy życia niezgodne z naturą i zasadami Ewangelii. Dla wierzących rodziców, to ogromne wyzwanie, aby ochronić swe dzieci przed indoktrynacją młodych, która może się dla nich okazać zgubna. Dla przykładu, spójrzmy chociaż na działania niektórych organizacji pozarządowych, fundacji czy stowarzyszeń, które są dopuszczane do pracy z młodzieżą w niektórych placówkach oświatowych, a tam promują niebezpieczne dla młodzieży trendy, mody, ideologie i postawy. Podobne problemy choć w odmiennych okolicznościach towarzyszyły czasom szkolnym Marty Wieckiej.

Jak czytamy w jednym z przewodników dla nauczycieli zarówno w Konstytucji naszego kraju, jak też w ustawie o prawie oświatowym, chrześcijański system wartości ma swoje istotne miejsce. Przewodnik przypomina, że dziedzictwo narodowe jak też spuścizna chrześcijańska, mają prawo być obecne w szkole. “Zgodnie z Konstytucją władze publiczne mają obowiązek zachować bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że „bezstronność” nie oznacza „świeckości”, czy „neutralności”, a już na pewno stosowanie tej zasady nie może sprowadzać się do aktywnego promowania laicyzmu czy jakichkolwiek innych ideologii (np. gender, LGBT). Bezstronność oznacza konieczność zachowania przez władze publiczne postawy zobiektywizowanej wobec wszystkich przekonań, a jednocześnie – jak wskazuje Trybunał Konstytucyjny – podjęcia takich działań, które pozwolą wszystkim osobom na jak najszerszą realizację ich prawa do wolności sumienia i religii. Oczywiście szkoła mieści się w pojęciu „władz publicznych”, a więc w jej murach nie może dochodzić do promowania określonych ideologii, a tym bardziej prób narzucania ich innym – zarówno uczniom, jak i nauczycielom. Z drugiej jednak strony władze szkolne mają obowiązek zapewnienia możliwości ekspresji religijnej oraz przekazania uczniom treści związanych z wpływem chrześcijaństwa na kulturę narodową. To z kolei oznacza, że władze szkolne nie mogą być „neutralne” wobec tych wartości, które z mocy prawa leżą u podstaw systemu edukacji.” [13]

Jolanta Dobrzyńska, pedagog i członek Narodowej Rady Rozwoju zwraca uwagę na artykuł 72 Konstytucji RP: “Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją.” Zapis ten nabiera szczególnego znaczenia w kontekście prawa rodziców do ochrony swoich dzieci przed narzucaniem przez szkołę lub zewnętrznych edukatorów, zajęć i treści niezgodnych z chrześcijańskim światopoglądem i systemem wartości, jeśli jest dla tych rodziców istotny i ważny. Jej zdaniem rodzic ma prawo, a może nawet powinność moralną, by występować w obronie dobra swojego dziecka. Wniosek do dyrektora szkoły w sprawie zaniechania niekorzystnych czy szkodliwych dla moralności dziecka zajęć, można złożyć samodzielnie bądź wspólnie z innymi rodzicami. W kontekście artykułu 72 Konstytucji napotykamy jednak pewną trudność. Odczuwalny jest pewien brak przepisów, które definiowałyby pojęcie “demoralizacja” w odniesieniu do działań ludzi dorosłych w stosunku do uczniów w trakcie zajęć szkolnych. [14]

Niewątpliwie przykład państwa Wieckich jest dla współczesnych rodziców dobrym wzorem troski o ochronę swych dzieci przed niebezpieczeństwami moralnymi i duchowymi jakie mogą płynąć ze szkoły i zmanipulowanej oświaty. Także sama postać ich córki – Marty Wieckiej – jawi się nam jako świetlany przykład osoby o mocnym charakterze i głębokiej dojrzałości duchowej i moralnej, która uczy, aby nie przyjmować do swego umysłu treści które szkodzą jej systemowi wartości, wyniesionemu z domowego wychowania. Od wczesnego dzieciństwa Bóg przez rodzinę kształtował w Marcie postawy, cechy i cnoty, dzięki którym mogła się skutecznie ustrzec od wielu duchowych i moralnych zagrożeń, jakie niosła ze sobą sytuacja oświaty i szkół pod zaborem pruskim, w których uczyły się polskie i katolickie dzieci.

Oddajmy głos siostrze Małgorzacie Borkowskiej OSB, która barwnie i z polotem kreśli żywy obraz Marty Wieckiej i jej nieprzeciętnego charakteru: “Paulina Wiecka […] musiała mieć w takim razie sporo kłopotu z trzecią córką, którą nie tak łatwo było ująć w karby. Świadectwa rodziny i znajomych są jednoznaczne: mała Marta od początku była dzieckiem wyjątkowo energicznym i przedsiębiorczym. Hagiograficzny ton tych wspomnień, zbieranych już po jej śmierci, nie powinien nas mylić: piszący, czy to krewni czy przyjaciele, robią z niej świętą dziecinę, tyle, że szczególnie wesołą, ale nie potrafią zatrzeć wrażenia, że musiał być z niej istny kozak w spódniczynie. Nie ulega wątpliwości, że w rodzinnej i sąsiedzkiej grupie dzieciaków szybko wyrobiła sobie pozycję przywódcy.” [15] Chociaż koleżanki zapamiętały Martę jako osobę bardzo posłuszną nauczycielom w szkole, to jednocześnie w domu pilnie uczyła się od swojej mamy czytać i pisać po polsku, może bez fachowych zasad i podręczników, ale na pewno ze świadomością jak ważna jest nauka języka polskiego w obliczu aktualnej sytuacji społecznej i politycznej Polaków pod zaborami. Marta entuzjastycznie podchodziła do możliwości jaka wówczas zaistniała, by lekcje religii odbywać w języku polskim. Taką okazję miała przy kościele parafialnym w Skarszewach, a nie w szkole w Nowym Wiecu. Jej determinacja, aby dwa razy w tygodniu iść pieszo z rodzinnej wsi ponad 10 km na naukę religii, pokazuje nam siłę jej charakteru i stabilnie określone cele życiowe. Dostrzegamy tu ugruntowaną postawę osoby wierzącej, której zależało na głębszym poznawaniu jej wiary i nauczania Kościoła. [16]

Wpatrując się w nieprzeciętną postać polskiej błogosławionej z Kociewia, marzymy o tym, aby za jej przykładem, współczesna młodzież i współczesne rodziny odznaczały się taką dojrzałością osobistą i duchową, jaką można było dostrzec przed laty u Wieckich. W dzisiejszej sytuacji moralnego chaosu i zamętu, jaki coraz bardziej daje się nam we znaki w Polsce, a zwłaszcza na polu polskiej oświaty, chcielibyśmy spotykać jak najwięcej polskich i katolickich rodzin, podobnych do ogniska domowego naszej błogosławionej. Rodzina ta “cechowała się otwartością i gościnnością. Była miejscem przekazywania żywej wiary i autentycznego patriotyzmu, który był szczególnie ważny w czasach zaborów.” Dzięki stałemu wsparciu Kościoła była możliwa obrona polskości, chociażby dzięki prenumeracie diecezjalnego pisma “Pielgrzym”. [17] Może się w nas pojawiać pewien sentyment i tęsknota do sytuacji sprzed lat, gdy dobre media, jak chociażby to katolickie pismo, były przekazem nieskażonym szkodliwymi treściami, jaki docierał do katolickich domów. Dziś największe zagrożenia dla jedności rodziny i chrześcijańskiego wychowania dzieci, płyną właśnie z mediów. Niemniej wciąż wierzymy, że dzięki wstawiennictwu i przykładowi życia Marty i jej rodziców Pauliny i Marcelego, liczne pomorskie rodziny zachowają niezbędną czujność i ostrożność, aby uchronić się od destrukcyjnych treści i przekazów, obecnych zarówno w coraz bardziej indoktrynowanych szkołach, jak również we wszelkiego rodzaju elektronicznych mediach, nieprzychylnych Kościołowi i wierze katolickiej. Oby nasze nadzieje spełniły się dzięki wsparciu kociewskiej patronki i orędowniczki – błogosławionej Marty Wieckiej.

[1] Por. S. Salmonowicz, Ruch narodowy wobec zaborcy w XIX wieku [w:] Zapiski historyczne, t. LXXVII, zesz.1, 2012, s.150

[2] Por. W. Umiński, Sytuacja społeczno – polityczna Kościoła w drugiej połowie XIX w. na Pomorzu [w:] Mistyka służby, Sympozjum o Słudze Bożej Marcie Wieckiej siostrze miłosierdzia, Kraków 2008, s.23-24

[3] Por. J. Wątroba, s., Znak jedności, Kraków 2008, s.24-25

[4] Por. T. Błaszczyk, ks., Kwestie narodowościowe w duszpasterstwie na Pomorzu Zachodnim w latach 1971-1945 [w:] Studia Paradyskie XV/2005, 2005, s.9-10

[5] Por. S. Bykowska, Elementy polskiej tożsamości narodowej na Pomorzu od połowy XIX wieku do powstania Drugiej Rzeczypospolitej [w:] Słupskie Studia Historyczne 18, 2012, s.132

[6] Por. J. Perszon, ks., Kaszubskie Pielgrzymowanie w XX wieku [w:] Studia Pelplińskie, 55(2021), s. 251

[7] Por. W. Umiński, Sytuacja społeczno – polityczna Kościoła w drugiej połowie XIX w. na Pomorzu [w:] Mistyka służby, Sympozjum o Słudze Bożej Marcie Wieckiej siostrze miłosierdzia, Kraków 2008, s.28-30

[8] Por. C. Galek, ks., Postawy patriotyczne uczniów zaboru pruskiego przełomu XIX i XX wieku w świetle literatury pamiętnikarskiej i beletrystycznej [w:] Przegląd historyczno – oświatowy, rok LIX 3-4 (233-234) 2016, s. 73-78

[9] M. Borkowska, s., Siostra Marta, Kraków 2008, s.28

[10] Por. M. Borkowska, s., Siostra Marta, Kraków 2008, s.31-34

[11] Por. I. Borkiewicz, ks., W trosce o ciała i dusze cierpiących, Kraków 2011, s. 20-22

[12] Por. A. Brzęk, s., Oddać życie, Kraków 2007, s.13-14

[13] M. Olszówka, R. Dorosiński, K. Dyda, Prawo nauczycieli do postępowania w zgodzie z własnym sumieniem, Przewodnik dla nauczycieli, s.4-5, https://ordoiuris.pl/pliki/dokumenty/dlanauczycieli/Przewodnik_dla_nauczycieli_Ordoiuris01102019ebook.pdf, [dostęp: 13.06.2024]

[14] Por. B. Falkowska, Co mogą zrobić rodzice, [w:] Poradnik dla rodziców, Szkoła bez LGBT, Jak chronić dzieci przed homopropagandą, Nasz Dziennik, 23-24.03.2019, nr 70 (6426), s.5

[15] M. Borkowska, s., Siostra Marta, Kraków 2008, s.29-30

[16] Por. A. Brzęk, s., Oddać życie, Kraków 2007, s.20

[17] Por. A. Piernikarczyk, ks., Błogosławiona Maria Marta Wiecka jako wzór świętości osób pełniących dzieła miłosierdzia, Kraków 2019, s.62

 

Autor tekstu: ks. Kamil Sobiech

Konsultacja historyczna i merytoryczna: ks. dr Krzysztof Dalecki